Menu

Tajna Polska

Dział literacki Agencji Fotograficznej AFI

Kochałem Marka Hłasko cd

maksiczek

Henryk Bereza wielokrotnie mówi o miłosnych stosunkach z pisarzami, w pewnym fragmencie swoich wypowiedzi padają takie słowa:

"Coś się kończyło u mnie, powiedzmy, w takiej miłosno-literackiej przygodzie, jak stosunek do Adolfa Rudnickiego czy do Jerzego Andrzejewskiego, czy w mniejszym sensie do Bohdana Czeszki i ze starszych pisarzy do Teodora Parnickiego.  Wyczerpała się moja fascynacja jego pisarstwem, jak gdyby przestało mi się chcieć poświęcać miesiąc na studiowanie wielkiej powieści, a to przy moim czytaniu wymagało studiowania, nie chciało mi się tego robić". Pamiętam, że Dorota Heck z Uniwersytetu Wrocławskiego była oczarowana fantazją Parnickiego.


U Konwickiego bardzo mu się podoba Dziura w niebie, Sennik współczesny, Zwierzoczłekoupiór, Wniebowstąpienie. Za największych pisarzy uważa Faulknera, Prousta, Duuna, Vesaasa, Gutersloha. Mówi: "Ja teraz Gutersloha czytam bądź w przekładzie polskim, bądź w tekstach niemieckich, mogę czytać po stroniczce i jest to zawsze gwarantowana satysfakcja  literacka w najlepszym gatunku". NIe czyta czytadeł, czyta tylko dobrą literaturę, bo tylko ona daje mu przyjemność: Marka Hłaskę, Stachurę, Leca, Rudnickiego, Malewską, Myśliwskiego. Wszystko co było najlepsze w powieści podróżniczej można odnaleźć u Tabucchimiego. U Gombrowicza bardzo ceni Opętanych. "W Opętanych jest wszystko prawomocne, można otworzyć egzemplarz Opętanych i powiedzieć, że to jest właśnie to, co się myśli, mówiąc, używając takiego określenia, takiego sformułowania".


W którymś ze Znaków Jarosław Klejnocki miał pisać o szkole interpretacji Jana Błońskiego i szkoły lektury Berezy. Szkoła Berezy miała wynikać z intuicji, co bardzo oburzyło narratora tego wywiadu-rzeki. Naczelny nie bardzo rozumie dlaczego Błoński jest uczony, a on nie. Na usprawiedliwienie dodaje, że w jego tekstach krytycznych jest sto doktoratów i piętnaście habilitacji. Podaje przykład prac doktorskich, które dwadzieścia stron o jakimś pisarzu rozrabiają w mętnej wodzie na dwieście. Dodaje, że nie pisze językiem akademickim, tylko swoim językiem, w którym jego zdania mają ukryte treści, by je odczytać trzeba wykazać dobrą wolę, by zrozumieć co one znaczą. Bereza zarzuca krytyce uniwersyteckiej i tradycyjnej historii literatury, że stawia sobie ona jakąś tezę i próbuje udowodnić wybierając z rozłożonego utworu  jakiś jeden element, jedną strukturę. I rzeczywiście tak jest, książki literaturoznawcze, które powstają na polonistykach zwykle dotyczą czegoś bardzo konkretnego, np. symbolu, śmierci, archetypów, schematów literatury popularnej, fantazmatów, figur wyobraźni, ironii, tekstowości, intertesktualności, odbiorcy, strukturalizmu, poststrukturalizmu, itd. Legendarny krytyk zaś uważa, że "dobrze obcować z dziełem można tylko odbierając je całościowo, bez ograniczania się do pewnych elementów czy struktur. Wówczas dopiero można rozpoznać zakres oryginalności, jakie dzieło literackie ujawnia możliwości. Historycy literatury zaś mają pozorny czy udawany kontakt z literaturą, warunkowany tezą, jaką ma się na temat całej epoki albo całej twórczości pisarza w powiązaniu z koncepcją epoki i jeśli nawet biorą do ręki utwory, to tylko po to, żeby stronniczo, jednostronnie, użytkowo dla swoich celów spojrzeć na utwory literackie".


Pod koniec  Końcówek naczelny stwierdza, że "człowiek właściwie może nie czuć tragizmu istnienia właściwie tylko wtedy, gdy jest głupi. Jeśli nie jest głupi, jeśli ma wrażliwość, ma wyobraźnię, to tragizm musi być fundamentem jego stosunku do świata. Tym łatwiej mu wtedy przychodzi dostrzeganie przyjemności życia, na przykład porannego słońca, zasłyszanego słowa na ulicy, z dobrego powiedzenia znajomych przy kawiarnianym stoliku, z tekstu literackiego. Sztuka jest łaską, którą nam dano, żeby w nieszczęściu, w tragizmie, w uplątaniu, w całej koszmarności świata była jakąś jasnością, jakimś promieniem dobra".(...) "Literatura, żeby miała sens, musi stawiać sobie nowe zadania artystyczne, bez tego w ogóle nie istnieje. W prozie nowe ambicje artystyczne zaczęły się pojawiać w latach 60tych: u Mirona Białoszewskiego, Stanisława Czycza, Tadeusza Nowaka, Mariana Pilota, Wiesława Myśliwskiego, Edwarda Redlińskiego, Andrzeja Kuśniewicza, Edwardy Stachury. W latach 70tych powstała książeczka Świat nie przedstawiony, która cofała literaturę do literackiego pozytywizmu! Do jakiegoś odpustowego realizmu". 

Powraca znowu do Marka Słyka, którego prozę uważa za wielką fabułę. Olgi Tokarczuk zaś nie ceni, że to kontynuacja tradycyjnego pisarstwa na sposób Poli Gojawiczyńskiej, że ona podaje fabułę tak, jak to robiono w XIX wieku, czyli w sposób komentatorski. W pisarzach Andrzeju Barcie i Stefanie Chwinie nie widzi pisarzy przyszłości. Podobnie Paweł Huelle, podobno pisze felietony w GW i słusznie, dodaje Bereza. Świetnym prozaikiem był Jakub Wojcieciechowski, robotnik, który napisał Żywot własny robotnika. Pierwszy raz o tym dziele usłyszałem w Krakowskiej Szkole Scenariuszowej na wykładach z literatury współczesnej prowadzonych przez Piotra Mareckiego. "To wielka fabuła, taka jak u Ryszarda Schuberta, którego twórczość jest podobna do grupy Oulipo we Francji. Jakub Wojciechowski, to nie tylko dokument socjologiczny, ale również dokument artystyczny. To mogłaby być polska wersja Odysei". Tu już zaczyna się literatura stanu wojennego: Cisza Bohdana Zadury, Po bólu Krystyny Sakowicz, Rak Dariusza Bitnera, świetny Oficer Tadeusza Siejaka, Proces 11 Pawła Przywary (siedemnastolatka wówczas).


Credo Berezy to popieranie różnych dążności artystycznych i tego czy z tych dążności może coś wyniknąć. Wielka postać polskiej literatury, niewątpliwie. Ze względów zdrowotnych czyta obecnie mniej, głównie poezję. W Recyclingu Różewicza widzi pierworodność słowa, że nawet Pound nie jest w stanie powiedzieć tyle o mechanizmach świata. Najwybitniejszą polską prozą są "Pamiętniki Paska, która to literatura polską kulturę, jej obłędy, jej chorobliwości, jej wspaniałości pokazuje w najpiękniejszym literackim kształcie". Oryginalnością Pamiętnikom Paska dorównują wojenne dzienniki Leopolda Buczkowskiego, proza Jakuba Wojciechowskiego, Drzeżdżon i jego absurdalizm w późnych dziełach.


Końcówki. Henryk Bereza mówi.

Adam Wiedemann, Piotr Czerniawski

Korporacja Ha!art

Kraków 2010

© Tajna Polska
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci