Menu

Tajna Polska

Dział literacki Agencji Fotograficznej AFI

Poeci pokolenia beatników

maksiczek

 

 



"W drodze. Pokolenie poetów beatników" Hansa Christiana Kirscha to świetna książka. Nie jest to tylko książka o hipsterach dla hipsterów. Kirsch naprawdę umie pisać biografie wielkich pisarzy. Przyzwyczajeni raczej jesteśmy do książek, które mają ambicję podać wszystkie fakty łącznie z mnóstwem przypisów, napisanych stylem akademickim, czyli naukowym. Kto z was przebrnął przez całą książkę, opasły tom Franaszka "Miłosz. Biografia poety", tysiąc stron z przypisami? Tymczasem mimo że "W drodze (...)" również ma trochę stron, około 350 stron i to sporego formatu, czyta się ją z wielkim zaciekawieniem.

 

Biograf Jacka Kerouaca, Allena Ginsberga, Williama S. Burroughsa i Neala Cassady potrafi świetnie opowiadać, potrafi również oddać precyzyjnie stan ducha i umysłu poetów. A mimo to jestem pewien, że opisał lub chociaż wspomniał o każdej podróży młodych artystów. Rozpoczyna opowieść od ich lat dziecięcych. Czytając czekamy oczywiście na pierwsze słowa o kultowej  powieści Kerouaca "W drodze", na informacje o "Skowycie" Allena Ginsberga, na opis tej sytuacji, w której Burroughs zabija swoją żonę, na kulisy powstania "Nagiego lunchu" tegoż i kim się okaże tajemniczy Neal Cassady. 

 

A dowiadujemy się mnóstwa ciekawych rzeczy o ich życiu, o kolejnych żonach, kochankach, romansach, o ich związkach z innymi poetami, o  kolekcjonowaniu doznań narkotykowych, o szalonym życiu tej czwórki i szalonym pisaniu Jacka Kerouaca. Dowiadujemy się, że owszem metoda pisarska Jacka była szalona, ale nie dotyczy ona akurat powieści "W drodze". Jeśli pisał tę książkę na benzedrynie, to jednak nie napisał jej w dwa tygodnie, jak głosiła plotka literacka w naszym kraju. Tak szybko napisał na benzedrynie jedną, ale w późniejszej twórczości: "Podziemnych". Kerouac zaczął pisać pierwszą wersję "W drodze" w 1948 roku. W 1951 roku pisze nową wersję, tę ową słynną. Książka po wielu późniejszych przeróbkach zostaje wydana dopiero w 1957 roku. W następnych latach wydaje dużo i to po kilka książek rocznie. Okazuje się, że nadal wiele książek Kerouaca nie jest przetłumaczonych na język polski. Nie inaczej jest z powieściami Burroughsa i Ginsberga. Pytanie dlaczego?

 

Może dlatego, że w Polsce czasy hipsterów i hipisów to czasy owiane tajemniczością i złą aurą? Ręka do góry kto przeczytał książkę Kamila Sipowicza o polskich hipisach: "Hipisi w PRL-u". Mówiąc o hipsterach, na których jest dziś moda, czytelnik książki Kirscha natknie się na nie małą niespodziankę. Otóż Beatnicy zostali nazwani hipsterami przez "Time Magazine" pod koniec lat 50tych. Definicja hipstera, którą podała gazeta mówi, że dla hipstera najważniejsze są emocje i dynamizm. Hmm, pasuje to prawie do wszystkich młodych ludzi. Tymczasem metoda pisarska, którą uprawiał Jack Kerouac wiązała się ze stylem bycia beatników, była metodą pisania spontanicznego.

 

"Essentials of Spontaneous Prose"

Metodę swoją Jack nazwał teorią spontanicznej prozy: "Essentials of Spontaneous Prose". Oto co o niej pisze autor biografii beatników: "(...) Przedstawia rzetelny, przekonujący program. Pierwsze założenie - konkretna rzecz ma być naszkicowana od razu albo z pamięci. Wtedy proza oddaje to, co według odczucia zmysłowego albo wspomnienia warte jest zachowania w świadomości. Druga zasada dotyczy procedury - myśl trzeba zapisywać spontanicznie, jak tylko się pojawi. Trzecia zasada dotyczy metody i zwraca uwagę na różnice między językiem literackim a mową. Mowa opiera się na dźwiękach, rytmach, pauzach. Interpunkcja powinna, według Kerouaca, nie tyle podkreślać logikę wypowiedzi, co raczej zaznaczać punkty pomiędzy kolejnymi oddechami. Najlepiej służy temy myślnik". A celem wszystkich wysiłków jest "pływanie w morzu słów, podporządkowane jedynie rytmowi, retorycznym uniesieniom i zakończeniu wypowiedzi, jak uderzenie pięścią w stół - bang! Nie należy przerywać pisania, by znaleźć właściwie słowo i nie dokonywać żadnych zmian, poza usunięciem błędów rzeczowych. Nie ma nic nieprzyzwoitego w tym, co niesie nurt życia". Radzi piszącemu zaczynać " od tego, co najważniejsze..., co jawi się jak obraz w momencie pisania", a potem tak długo pływać w morzu słów, aż poczuje zmęczenie. Ósma zasada dotyczy "struktury utworu". Proza nie powinna być martwym materiałem językowym, wtłoczonym w "dziwaczne formy". Pisarz musi używać żywego, barwnego języka. Chodzi o nową technikę, o "wyartykułowanie wrażeń i przeżyć". Dziewiąty i ostatni punkt, "stan mentalny", zaleca pisanie bez udziału świadomości, w półtransie, by w ten sposób dopuścić do głosu podświadomość.

 

W miarę czytania książki można się wręcz zaprzyjaźnić z towarzyskimi czy wręcz szalonymi młodymi artystami. Niestety w miarę upływu lat, to co było zaletą młodości, staje się ciężarem u nogi w dorosłym życiu. Narkotyki i alkohol przestają być używakami, a stają się nałogiem wyniszczającym ciało i psychikę. Burroughsa niszczą narkotyki. Opisy jego zachowań w Tangerze, w którym narkotyki nie były zakazane i później, kiedy reklamował w Ameryce psylocybinę, wywołującą euforię, przypominają zachowania schizofrenika. Jest bardzo twórczy. Wymyśla coś, co dzisiaj nazywamy intertekstualnością. Nazywa swoją metodę "cut-up". Jest rok 1959. Pisze Kirsch, że "cut-up to po prostu wplatanie fragmentów tekstów innych autorów do własnych utworów literackich". Dzisiaj to bardzo popularna metoda. Dorota Masłowska zamieszcza na końcu swoich powieści listę zapożyczonych cytatów. Ale przypomnijmy, że robi to 50 lat później. Z tej perspektywy, ani jej budowa narracji, dialogów ( o czym pisałem w recenzji "Szczeniaków" Llosy) czy zamieszczanie literackich cytatów nie jest czymś oryginalnym. Są wtórne. Mogą zachwycać w naszym kraju, który w wielu dziedzinach bywa również archaiczny, jak w literaturze. Wracając do Kerouca w końcówce jego życia, którego wyniszcza alkohol, mamy do czynienia już nie z podejrzeniem schizofrenii, ale ze schizofrenią pełnoobjawową. Lektura książek o schizofrenii i znajomość z osobami chorymi nie pozostawia wątpliwości. Kerouac przez ostatnie lata cierpiał na schizofrenię, miał manię prześladowczą, cierpiał na depresję, bezsilność i wewnętrzne napięcia, wypowiadał obiegowe negatywne sądy o ludziach bez żadnego logicznego uzasadnienia, zaczął unikać ludzi, mieszkał i kontaktował się tylko z matką. Pisze Kirsch: " W połowie lat sześćdziesiątych Kerouac, przesiadując w różnych barach, wciąż informuje swoich rozmówców, że Rosjanie chcą za pomocą LSD zniszczyć Amerykę". W wywiadzie prasowym mówi: "Komunista to wróg numer jeden - na drugim miejscu są Żydzi".

Nie inaczej stało się z Cassadym, jego zniszczyły narkotyki. Neal i Jack zmarli w bliskim sąsiedztwie czasu. Z czwórki starości dożyli Burroughs i Ginsberg, obaj zmarli w tym samym roku, niczym stare małżeństwo.

 

Ale tak naprawdę liczy się to co napisali, a nie jak żyli. A napisali naprawdę dużo. Nie sądze, że muszę podać listę książek, które nie doczekały się na razie tłumaczenia. Tytuły nic nam nie powiedzą. Wydawcy i miłośnicy literatury, krytycy literaccy pewnie sięgną sami do tej wspaniałej biografii wielkich artystów.  

 

Coś dla czytelników szukających tematów dotyczących gender. Z tej czwórki tylko Kerouac był heteroseksualny. Ginsberg i Burroughs byli typowymi homoseksualistami, Neal Cassady sypiał z obiema płciami. „Pedała” Burroughs  zaczął pisać w 1951 roku. Nasz polski  „Pedał” Jerzego Nasierowskiego ukazał się w 1992 roku, (dokładna nazwa książki: "Nasierowski, ty pedale, ty Żydzie".

 

 

Appendix

A teraz trochę wypisów z książki, które uznałem za szczególnie warte zapamiętania. Oczywiście nie oddadzą one wartości i piękna tej książki, tak  jak żadne streszczenie powieści nigdy nie odda jej świetności. Ale mimo to, uważam, że czasami warto pewne cytaty gdzieś zapisać. Książek są już miliony, a wciąż przybywa następnych, ale to żaden argument by nie pochylić się nad tym co nas szczególnie interesuje.

 

Twórczość Rimbauda, którą Allen poznaje dzięki Carrowi (Lucienowi), jest dla niego wielkim odkryciem, wskazuje drogę ku europejskiemu modernizmowiSą tam zdania, na które później będą się powoływać pisarze pokolenia beatników. Allen wpisał je do swojego dziennika:

"Poeta staje się wizjonerem. Doświadcza wszystkich form miłości, cierpienia, szaleństwa. Szuka istoty samego siebie, wyczerpuje w sobie wszelkie trucizny, by zachować z nich tylko kwintesencję. Nieopisana męka, do której potrzebuje całej swojej wiary, całej nadludzkiej siły, bo staje się wśród wszystkich wielkim Chorym, wielkim Przestępcą, wielkim Przeklętym – i najwspanialszym Uczonym! Bo dociera do Nieznanego!”.

 

A teraz cytat, który jest mi bardzo bliski:

"Burroughs razem z przyjacielem wymyśla groteskową opowieść o katastrofie Titanica, tekst, który swoim połączeniem slapsticku, surrealizmu i czarnego humoru antycypuje późniejsze Burroughsowskie postrzeganie świata jako absurdalnego komiksu".

 

 

O co chodziło beatnikom?

"Beat - to znaczy przegrany, pokonany. W społeczeństwie, którego ojcowie domagali się, by każdy obywatel miał pewne niezaprzeczalne prawa, między innymi prawo do szczęścia, nasi bohaterowie, odrzucając konformizm i wszelkie normy, próbują żądać tego w bardziej radykalny sposób. Chcą na nowo zdefiniować pojęcie szczęścia w Ameryce".

 

 

Na czym oparł rytm swojej prozy Kerouac?

"Prawda bluesa koliduje z nieomal histeryczną wiarą w postęp, technikę i potęgę człowieka. Jest to bardziej mroczna, bardziej doniosła, ale w końcu też bardziej ożywcza i pełna humoru prawda, która daje niepowtarzalną, zmysłową przyjemność. (...). Ta muzyka, słuchana i analizowana przez Jacka, jest nie tylko inspiracją jego stylu prozatorskiego, ale też idealnie harmonizuje z postawą życiową przyszłego pokolenia beatników". 

 

Później Kerouac przyznał, że budowa zdań w jego tekstach wzorowana jest na frazie jazzowej. Porównał swój specyficzny sposób pisania z grą trębacza i stwierdził, że w obu wypadkach o rytmie decyduje długość oddechu. "W jazzie i bopie saksofonista tenorowy bierze oddech i dmucha w saksofon, aż zabraknie mu powietrza, a zanim to się stanie, musi zabrzmieć cała fraza...Tak samo dzielę swoje zdania, są między nimi przerwy konieczne na oddech... opracowuję teorię oddechu jako miary w prozie i liryce... tak tworzy się język, w którym jest stylowa ostrość, nieskrępowanie i humor jazzu".

© Tajna Polska
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci